22 stycznia 2012
Ze względu na usunięcie filmu "HEJ, TY, KTÓRY KRĘCISZ ŚWIATEM"
kopiuję, dla uczciwości intelektualnej, gdyż była mocno polemiczna, dyskusję pod tym filmem.
Usunięcie samego filmu nie ma większego znaczenia i nie czyni w tym wypadku "dyskusji" bezprzedmiotowej, gdyż w większości była ona niemerytoryczna, i nie dotyczyła filmu, a były to tylko personalno - formalne przysrywanki.
Ze względu na ograniczenie długości notki do 5000 znaków, wstawiam dyskusję jako załącznik
- plik umieszczony na serwerze. TUTAJ KLIKNAĆ.
16 listopada 2011
Nie tyle do trzech razy sztuka, co trzy propozycje.
(
Trójca zresztą już wystąpiła - dzięki dociekliwym pytaniom komentatora pod jednym z filmów)
Zdecydowałem się dodać jeszcze jeden, trzeci, klip do ww. konkursu.
Camerimage to chyba najfajniejszy polski festiwal filmowy, bo:
a) liczy się na świecie - udało się Polakom urządzić i kontynuować imprezę "wyspecjalizowaną" - a jednocześnie przecież fundamentalną, bo kino to przede wszystkim jednak obraz, a więc praca operatora (a jak się mówi na Zachodzie i co brzmi dumniej - Reżysera Obrazu (DoP).
b) osobiście, od kiedy zacząłem się bawić w robienie amatorskich i niezależnych filmów, od pierwszego filmiku, zawsze starałem się przykładać wagę do zdjęć, co, jak się przekonywałem ze zdziwnieniem nie raz, nie jest standardem a bywa nawet dziwnym zboczeniem, szczególnie na forum rozrodzonych po całej Polsce festiwali i przeglądów offowych.
(
p.s. nadestetyzacja też jest wrogiem - ale wolę przeestetyzować - jak np. Terrence Malick pewne obrazy w jednak bardzo dobrym wg mnie (duchowość tego reżysera jest niekłamana - co było też dobitnie widać w jego
"Cienkiej czerwonej linii") tegorocznym
filmie "Tree of life" (wstawki organiczno - mistyczno - przyrodnicze są estetyzacją, ocierającą się miejscami o kicz - zresztą krytyka pojechała sobie głównie po tym aspekcie właśnie) - ale jaka tam jest praca kamery w ruchu np. przy ujęciach dzieci (!!). O treściach - nie ma tu miejsca, ale film polecam.
Moje propozycje na Camerimage to:
1) "HEJ, TY, KTÓRY KRĘCISZ ŚWIATEM" - nawiązuje do światła i cenia, stawiając przy tym pewne fundamentalne pytania metafizyczne. Problem dualizmu, czyli chociażby: czy w Bogu istnieje "cień", pierwiastek "negatywny, ciemny" - konieczny by można było odróżnić dobro od zła, dzień od nocy? Twórca filmowy, jak każdy, rzuca cień.
Cień operatora w kadrze przeważnie uznany byłby za błąd w sztuce, fatalne przeoczenie, jak (nie pamiętam już w którym to polskim filmie) współczesny zegarek na ręce średniowiecznego statysty. Ale cień podmiotu który obserwuje kładzie się na wszystkim, co widzi.
Mogę tak jeszcze bredzić i bredzić..
STOP :). Aha, "czy patrzyłeś w słońce" - ta fraza przyszła mi do glowy pamiętając dobrze
film "Pi" Aronoskiego (także b. ciekawy zdjęciowo, nowy ekspresjonizm ekhem..). "Pi" podobało mi się także dlatego, że magiczno - gnostyczno - kabalistyczno - trochę jednak naiwna fabułę reżyser świetnie gasi - właśnie kilkoma elementami tego typu (a w szczególności faktem, że bohater, geniusz (a więc szaleniec), na końcu rozwierca sobie łeb wiertarką. Symbolika jest oczywista - i ta też - przywodzi na myśl
barierę podmiot/przedmiot, którą uznałem za bardzo ważny element konstruwania klipów, tym razem.
Kończąc montaż tego filmu pomyślałem, że może warto zapytać bardziej wprost o to przenikanie się "tego, kto widzi" i "tego, co widać". Dlatego dodałem film;
2) "PĘKNIĘTY AUTOPORTRET" -tym filmem rządzą barwne wspomnienia. Często słyszałem:
- Boże Narodzenie, choinka, prezenty - to była magia dzieciństwa, to se ne vrati..
Później dorastamy i, czasem wcześniej, czasem później, musimy zmierzyć się z pęknięciem. Zobaczyć siebie i to co czynimy (tworzymy) bardziej świadomie..
W ogóle zresztą zdaje mi się, że świadoma działalność twórcza musi pamiętać o samej sobie, zadawać pytanie o naturę, prawdę i granicę pokazywania świata. Obecne jest to zresztą w wielu filmach, od "Amatora" Kieślowskiego, przez "Cinema Paradiso" albo "8 1/2" Felliniego do "Świętej Góry" Jodorowskiego.
Aha - u nas jeszcze ładnie i inteligentnie, a przystępnie i dowcipnie (parodiując m.in. Bergmana hehe) odniósł się do "filmu w filmie" znany tutaj dobrze skądinąd Tomasz Konecki (
film "Pół serio").
A tak się kończy
"Święta Góra" Jodorowskiego (polecam tego Dziadka, także komiksy ma świetne!)
"(...)
Czy to jest koniec naszych przygód?
Nic nie ma końca.
Przybyliśmy w poszukiwaniu tajemnicy nieśmiertelności
by dorównać Bogom...
i oto jesteśmy... śmiertelni.
Bardziej ludzcy niż kiedykolwiek przedtem.
Jeśli nie zdobyliśmy nieśmiertelności...
przynajmniej zdobyliśmy poczucie rzeczywistości.
Rozpoczęliśmy od bajki,|a dotarliśmy do zycia, ale...
czy to życie jest rzeczywiste?
Nie.
To jest FILM. Pokażcie szeroki kadr.
Jesteśmy obrazami,wyobrażeniami, fotografiami!
Nie możemy tutaj zostać!
Jak więźniowie!
Musimy zniszczyć tą iluzję!
To jest Maya.
Żegnaj Święta Góro.
Czeka na nas prawdziwe życie.
A film trzeci?
Tytuł: Camera stop. Albo inny, jeszcze nie wiem, został mi jeszcze kawałek montażu, zobaczymy..
Jak się wgra, to coś napiszę :)
14 kwietnia 2011
Do kilku dni wrzucę film na ww. konkurs, który będzie odwoływał się do tych dwóch postaci.
Jedną z najsłynniejszych "postaci" wykreowanych przez Stanisława Lema jest Solaris, myślący ocen - absolut - tajemniczy twór, źródło i krynica życia - sfilmowany już dwukrotnie, pierwej przez Tarkowskiego, później przez Soderbergha.
Jednym z wybitniejszych wierszy Czesława Miłosza jest tekst, w którym pyta on o istnienie na tym świecie (albo właśnie w jego "wiskozie" lub "poliestrze" - zależy od sztuczności czy naturalności koncepcji bóstw i świata duchowego) czegoś więcej niźli tylko materia..
SENS (Czesław Miłosz)
- Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
Co było niepojęte, będzie pojęte.
- A jeżeli nie ma podszewki świata?
Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?
Gdyby tak było, to jednak zostanie
Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
I protestuje, woła, krzyczy.
W filmie powiązane zostaną te dwa wybitne utwory naszych artystów. A jak? Zobaczymy. Sam dowiaduję się często dopiero pod koniec montazu.
1 lutego 2011
Dlaczego ten dodatek?
Jeśli obejrzeliście film - nie chcę żebyście się smucili. Jest nadzieja.
Zdradzę Wam tajemnicę - w Kosmosie, jak w Hollywood (w końcu świętym z nazwy, Sodoma i Gomora tfu..)
Endów end jest happy end. Serio. Wiem, że marna to teraz pociecha, ale musi starczyć.
Poza tym - każdej chwili bardzo blisko do wieczności. Jak to możliwe?
Kiedyś to wyjaśnie, jeśli będziecie chcieli posłuchać. Bo wiem jedno - chętnych do mówienia jest o wiele więcej niż chętnych do słuchania. Prawda?
Odnaleziono dopisek anonimowego Administratora Archiwum
prawdopodobnie przedstawiciela (źle powiedziane, bo oni nie są indywidualni..chyba)
z rasy 7 stopnia
(haha, tych to nawet nikt nie widział - /dopisek administratora - skryby (ID82828 (rasa: 4level, orientacja: service to others, however sometimes selfish, espiecially when comes to sweet cakes)
CYTAT:
---------
Ziemianie nakręcili kiedyś fajny film, bardzo mi się podobał ;).
Co? Nie może mi się podobać? Powiem Was w sekrecie, że 7 poziomowi
w pewnym sensie bliżej do Waszego niż innym. Np - mamy, dziwne bo dziwne, ale mamy
poczucie humoru. Ściągałem kiedyś takie skecze..o ile pamiętam (zgrywam się, zawsze pamiętam, to trochę nudne..wiecie: WHO KNOWS EVERYTHING - HAS NO NEED TO THINK
(dlaczego wybraliśmy tzw. angielski jako uniwersalny język? Jak myślicie?..BINGO - na zlosc Francuzom. Co nam Francuzi zawinili? Tajemnica. No dobra, jaja sobie robię, my sobie tutaj ciągle robimy jaja - ale nie złośliwe, serio. Jaja sa niezbedne - bo na poczatku bylo JAJO (tak, ujawniam rozwiazanie odwiecznego dylematu). O kure nie pytajcie. Moze kiedys zdradze sekret kury, koguta, kurnika itd.
Powiem Wam jedno - bez humoru System jest trochę denerwujący...
Widzieliście taki - znowu Wasz film - nazwa "Dogma"? Tam na końcu Bóg okazuje się
skaczącą dziewczynką w baletkach? Jarzycie o co chodzi? Ok. A te skecze to Latający cyrk. Nie wszystkie, część mierna, ale my jesteśmy wymagający haha (tak się pisze, że się dobrotliwie śmieję?).
Ok. Do rzeczy. Macie jeszcze jeden niegłupi film o jednym z naszych - brawa dla scenarzysty - intuicje to Ty masz brachu, tzn. miałeś..no, nie do końca, intuicja to też ta część, która w pewnym sensie jest nieśmiertelena..(no, jak na Was..:-).
Dlaczego robimy literówki i naruszamy gramatykę? Nie lubimy sztywnej formy.
Chaos jest twórczy, ale w pewnych ramach. Znacie zasadę: nie przesól.
Nazywał się K-PAX.
Dokładnie? Służę (my tu głównie służymy (jak u was np. politycy np. minister - z racji mojej małej pasji dotyczacej slow (words) i swiatow (words) wiem, ze slowo pochodzi od "sluzyc". Co, to nie jest smieszne? Ok, spokojnie, nie chce wkurzac :)
i z tego jest największa frajda, serio), już piszę
(ehh, przez tą wspólnotę na 7 poziomie za dużo tych dygresji..wszystko co istnieje rozgałęzia się jak fraktalne drzewa i nie mogę skończyć wątku..stop/start).
(taka zasada: kazdy ruch powoduje przeciwny, ale do pewnych granic)
A więc ten film to:
K-PAX – film w reżyserii Iaina Softleya z 2001 roku wg starej rachuby Ziemi -
(a propos, ostatnia dygresja, przyrzekam: ludzkie datowanie było bardzo śmieszne, bo datowali od tzw. narodzenia Osoby, które miało miejsce kiedy indziej i co najważniejsze, wiedzili o tym - oto ludzkie maniery (stara zasada mentalności 3 poziomu: lepiej wierzyć niż sprawdzać samemu i przez to też dużo kłopotów. Jakich? Choćby nawet wasze wojny i bezsensowne zabijanie, ok, nie będę Was umoralniał, bo przecież Was już nie ma. Nie ma? Ha - to też nie tak. no dobra, nie mogę powiedzieć więcej, jeszcze nie teraz. Archiwum w każdym razie się przyda, to był mój pomysł, choć moja negatywna część, jak to ona, miała dużo przeciwko), ciekawostka: ta Narodzona Osoba, od którego to zdarzenia liczyliście czas, nie wszyscy, ale duża część, była z 7levelu, ale o tym innym razem. Mały cytat:
"Chciałem ci o czymś powiedzieć, Mark.
Mogę to zrobić dopiero teraz.
Ale my K-Paxianie żyjemy na tyle długo, że mogliśmy to odkryć.
Wszechświat się rozszerza, ale tylko do pewnego momentu
potem zaczyna się kurczyć.
Żeby jeszcze później znowu zacząć się rozszerzać.
Ten cykl powtarzać się będzie całą wieczność.
Nie wiesz jedynie czy podczas kolejnego takiego cyklu
wszystko będzie tak, jak wcześniej.
Cokolwiek zrobiłeś w swoim życiu źle,wszystkie twoje
błędy powtórzą się podczas kolejnego cyklu.
Każdy popełniony przez ciebie błąd
będzie się za każdym razem powtarzał i jeszcze raz, i znowu...
i tak przez całą wieczność.
Moja rada jest taka, żebyś tym razem zrobił to dobrze.
Ponieważ teraźniejszość, jest wszystkim, co masz."
Ha, może wydaje się Wam to paradoksalne? Głupie? Wewnętrznie sprzeczne?
Absurdalne? Nielogiczne i jakieś tam jeszcze wg Waszej Najlepszej w Uniwersum logiki?
Uwierzcie, że takie nie jest.
Albo nie, nie wierzcie, zróbcie lepiej - ruszcie tyłek (a będziecie mieli szansę, obiecuję),
sprawdźcie sami i przekonajcie się. Cześć.
------
END (OF THEORY) AND START [ PRACTICE - NOW ! ]
- GOOD LUCK!
22 stycznia 2011
6. Problem Braku i Utraty.
Sztuka jak i w ogóle wszelkie napięcia w życiu ludzkim wynikają z doświadczenia rozbicia, niespójności, sprzeczności, braku, utraty (czy to diagnozowalnej czy to melancholicznej, gdy nie potrafimy racjonalnie odnaleźć cośmy takiego utracili) a tęsknotą do trwania (wartości, uczuć, bytu wreszcie). W procesie twórczym i procesie percepcyjnym największą wartością jest tworzenie metafizycznego pomostu między tymi sprzecznościami.
Co więc łączy się z tym brakiem, utratą, sprzecznością, pominąwszy pokazywanie widzowi jakichś potencjalności: Teatr jest miejscem w którym pokazuje się ludziom jakimi mogliby być, jakimi chcieliby być i jakimi są... (Lato Muminków, Tove Jansson).
Otóż moim zdaniem najważniejszy jest samorozwój: doskonalenie, przez afirmację ale i kontestację, integrację ale i dezintegrację - aż do zespolenia swojej świadomości, intuicji, woli życiowej, last but not least rozumnego rozeznania dobra (etyka). Rozeznania nie tego, co w krótkiej perspektywie jest dla nas wygodne, ale co jest dobre w perspektywie nieskończenie szerszej i dla i innych i dla nas (nie chodzi tu o kreowanie jakiejś świętości altruizmu niech się od razu nie jeżą socjobiolodzy).
Tadeusz Sobolewski pisze o kinie Kieślowskiego: Nie wiemy czy jest jakaś zewnętrzna instancja która nadaje sens życiu. Być może, jak wynika z Przypadku, nie ma dobrego wyjścia. Kieślowski zdążył w kinie przezwyciężyć swój pesymizm. Kino służyło mu do stwarzania poczucia sensu, było poszukiwaniem punktu widzenia, z którego życie miałoby sens. Choć warsztat filmowy miał opanowany do perfekcji, spektakl, ani w ogóle sztuka, nie były jego celem. Wszystko, co robił, stanowiło część drogi, którą trudno nazwać inaczej jak drogą duchowego doskonalenia, poszerzania świadomości. Swojej i naszej, na równi.
-Skoro w zewnętrznym, realnym świecie nie potrafię zmienić ani anulować żadnego z wszechobecnych praw przemijania, rozkładu, cierpienia, śmierci - skoro, inaczej mówiąc, nie jestem w stanie pokonać Nicości czyhającej w każdym atomie tego świata - jedynym wyjściem pozostaje stworzyć osobny świat (…) Świat, w którym upływ czasu da się magicznie wstrzymać. (Stanisław Barańczak).
Tu, z wymiarem etycznym sztuki, wiąże się moje ulubione porównanie, do para (lecz nie pseudo) religii. Twierdzę otóż, iż tworzenie świata filmu może być podobne do celebrowania religii bez wiary. Tak jak w życiu nie jest nam potrzebna wiara w osobowego boga czy też w ogóle w jakieś fakty noszące wymiar dogmatów religijnych. Potrzebna jest jednak ufność w moc kształtowania świata, wprowadzania w niego praktycznym rozumem parareligijnych form-tak, że w końcu stwarzamy Boga i wszelkie jego imponderabilia.
Sztuka jest, jak religia, formą godzenia sprzeczności i przynoszącym nadzieję misterium. Jerzy Grotowski stwierdził: Zakładam, że to, co jest istotą teatru, zdolne jest, po laicku, zaspokajać pewne nadwyżki wyobraźni i niepokoju eksploatowane w obrzędach religijnych.
I jeszcze jedno: Jeśli podstawowe pytanie metafizyki brzmi: Dlaczego raczej istnieje coś niźli nie istnieje nic, to podstawowe pytanie dialektyki twórczości: dlaczego nie istnieje coś co istnieć powinno (Władysław Stróżewski).
Oto stary jak świat jej demiurgiczny aspekt.
22 stycznia 2011
5. Realizm, intelektualizm i pseudointelektualizm.
Choćby Witkacy właśnie programowo walczył z dyktatem (paradygmatem) realizmu. Zatrzymajmy się chwilę nad pojęciem realizmu (a raczej realności) in genere. Nie wpadając w żaden Matriks, idealizm subiektywny ala George Berkley et consortes, trzeba jednak pamiętać, że przyjmujemy najprostsze warunki świata, żyjemy podług tego, co najczęściej praktycznie się nam sprawdza: przecież w kinetyce nikt nie będzie stosował wzorów Einsteina, bo przy prędkościach, które może (na razie) człowiek osiągać doskonale sprawdza się i sprawdzać będzie Newton. Oceniamy otoczenie (realność, prawdę, prawidłowości) tak, jak jest najpraktyczniej i najwygodniej, a nie tak jak się obiektywnie rzeczy co do wszystkich swych szczegółów mają (a jak naprawdę się mają to już filozofia i dalej zagadka). Oczywiście powyższa uwaga dotyczy nie tylko fizyki i w ogóle nauk przyrodniczych, ale i nauk antropopsychicznych, etyki. I dotyczy sztuki w tym filmu, gdy zechce się oceniać realność, prawdopodobieństwo i inne "lege artis" fabuły, ludzkiej opowieści...
Już Platon stwierdził: Rzecz są takiej jakie są, ponieważ jest lepiej (wygodniej) by takie były.
Czy wartość jest sama w sobie stwórcza, czy jakaś inteligentna osoba widzi, co byłoby lepsze, wybiera to i powoduje, że to coś powstaje -to możliwe interpretacje tego platońskiego wygodnictwa ludzkiego poznania. Można to odnieść po prostu do naszych rozumowań indukcyjnych, opartych na przyzwyczajeniu i powtarzalności zjawisk dookoła nas.
Kino pamiętające o mechanizmach poznania, kino nowej fizyki i nowej psychologii, wyrastające poza proste eksperymenty z czasowością i mieszaniem wątków, będzie kinem przyszłości.
Jeśli chodzi o zarzut intelektualizmu (przeintelektualizowania), które stanowić może zagrożenie dla sztuki filmowej (casus artystowskich dzieł, niepotrzebnych nikomu poza samym autorem), należy posługiwać się nim ostrożnie. Co prawda wydaje się, że więcej wyniesie z filmu osoba która ma adekwatny background kulturowy ale nie jest on do odczucia filmu niezbędnie potrzebny. Pewne bowiem, nawet intelektualnego charakteru (w interpretacji) przedmioty (dialogi, symbole wizualne, konstrukcje formalne) przyjmować można mocą intuicji duszy, poprzez deja vu, grę archetypów opakowanych we współczesne formy.
Znów przywołajmy Witkacego: Akt twórczy i akt percepcji mają charakter spontaniczny i irracjonalny, intelekt tak w jednym jak i drugim procesie może odgrywać rolę pomocniczą, kontrolować wykonanie spontanicznie powstałej koncepcji lub pomagać w sposób ogólny do zrozumienie istoty rzeczy. W akcie percepcji trzeba przejść razem z twórcą sam proces twórczy jako taki i części składowe połączyć w całość. Zrozumienie dzieła sztuki polega zatem na scaleniu wielości w jedność.
22 stycznia 2011
4. Obraz, słowo, dźwięk, muzyka a semantyka i forma filmu.
Refleksja nad muzyką osiąga pewien stopień czystości i abstrakcji właśnie dlatego, że muzyka jako taka nie nosi ze sobą czystych wartości semantycznych, jak to dzieje się w przypadku poezji, teatru, filmu. Krytycy muzyczni są o tyle w specyficzny sposób uprzywilejowani. Muzyka od paru stuleci nie stosuje form przedstawiających, lecz wyraża świat wewnętrzny twórcy, konstatował Kandinsky.
Witkacy pisał: Nie mamy tu do czynienia (tzn. w poezji, teatrze; dopowiem jednak, wbrew Witkiewiczowi, także kinie na obecnym etapie rozwoju) z elementami jakościowo prostymi (jak w muzyce, malarstwie), to jest z barwami ujętymi w formy częściowe i dźwiękami ujętymi w rytmy, tylko z elementami złożonymi. Do dźwiękowej wartości słowa dołącza się jego znaczenie i obraz wyobrażeniowy, które ono wywołuje. I dalej: Nie każde słowo w równym stopniu wywołuje obrazy. Czasami kompleks znaczeniowy prywatny (u poszczególnego odbiorcy) czyli suma tego co jest związane z danym znakiem i co powoduje że znak ten nie jest pustym dźwiękiem, ale właśnie pojęciem o pewnym znaczeniu, może składać się z proustowskich wspomnień najrozmaitszych innych jakości: dotykowych, smakowych, czuć mięśniowych i wewnętrznych. Symfonia nie opowiada historii, przynajmniej w najbardziej tradycyjnym sensie tego słowa. Dlaczego od filmu wymagamy historii, umiejętności dramatycznych (a od filmu odpowiednio zdeformowanego, nowohoryzontowego, etc.etc. odpowiedniego, możliwego dla percepcji widza przekształcenia, wynaturzenia, deformacji historii, deformacji rzeczywistości)? Wszak w twórczości mamy najważniejszą i najpiękniejszą potencjalność: tworzenie czegoś z niczego, metafizyczną alternatywę, kosmologiczną, psychiczną, etyczną metaforę.
Operowanie formą czy działanie poprzez struktury, które po prostu są najbliższe twórczym możnościom naszej duszy, a przede wszystkim poprzez sublimację (ale posiadającą nie tylko walor oczyszczenia, także syntezy, integracji ku wyższemu stopniowi rozwoju osobowości) jest kwestią symboliczną, pozwalającą poprzez metaforę dotknąć kwestii i pytań najważniejszych. Co więcej, tylko w symbolicznej metaforze pozwala się to dotknąć - wymykając się ratio i opisowi zwyczajnego ludzkiego języka. Nie chodzi przy tym absolutnie o systemowo-techniczne rozdzielanie formy od treści (co może się komuś nasunąć poprzez skojarzenie z witkiewiczowską czystą formą w ogólności). Jak to Boy-Żeleński zgrabnie konstatuje: forma z treścią jest złączona jak dusza z ciałem, które jak wiadomo, można rozdzielić, ale..waląc pałką w łeb.
22 stycznia 2011
3. Metafora filmowa sakralizacją rzeczywistości.
Roman Berger, kompozytor i teoretyk sztuki podsumowuje: Co dzieje się obecnie w kulturze: ekonomizacja, industrializacja, komercjalizacja, wszechobecny redukcjonizm. Redukcjonizm rodzący się z utylitarnego stosunku do świata, racjonalizmu w sferze myślenia (dominacji myślenia dyskursywnego i analitycznego nad całościowym i intuicyjnym), poznawaniu skutemu opozycją podmiot versus przedmiot, uprzedmiotowieniu rzeczywistości i alienacji podmiotu, atomizacji świata. Od sztuki wymaga się opowiadania życiowych kawałków, co najwyżej ilustrowania tej założonej opozycji. Króluje mieszczańska mentalność z jej wyobrażeniem człowieka jako monolitu i naiwną wiarą w możliwości redukcyjne do poziomu, biochemii, chemii, fizyki. Nawiązując do jungowskiego procesu indywiduacji i teorii dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego, Berger, pisze o możliwej konsekwencji stłumienia mechanizmów rozwojowych. Otóż w dziedzinie sztuki pod pozorem dążenia do -zrozumiałości- czy do -komunikatywności- kryć się może pragnienie władzy, a za powrotem do konwencji i banału-lęk. Sparaliżowana intuicja nie jest w stanie przekroczyć granic konwencji, nie jest w stanie dokonać aktu metaforyzacji, dającej -zaczarowane kręgi zamkniętego, finistycznego świata, otwierającej perspektywy Nieskończoności i Wieczności-.
Do czego dąży wg Romana Bergera ekspresja autentyczna?
Otóż: Do integracji skończoności z Nieskończonością, do dowodu, że to, co skończone ma sens o ile stanie się pośrednikiem Nieskończoności. Istota twórczości tkwi więc w nieustannym odkrywaniu perspektywy Uniwersum. Chodzi o generowanie aktualnych symboli. A symbol ma strukturę metafory. Metafora łączy znane z dotąd nieznanym, przeczuwalnym tylko. W metaforze dokonuje się cud: okazuje się, że nieskończoność, Tajemnica, nie jest -tam-, ale że jest obecna właśnie -tu i teraz-. W metaforze dokonuje się sakralizacja rzeczywistości.
Kultura to mechanizmy towarzyszące ewolucji człowieka od stanu przyrodzonego do stanu świadomości skorelowanej z poziomem ducha. Od stanu atomizacji w odniesieniu do czynników, elementów psychiki (emocje, procesy mentalne, motywacje, intencje), do stanu Jedności Przeciwieństw.
Czesław Miłosz: Bardzo zawsze ubolewałem, że jestem złożony z samych sprzeczności. Pomogła mi Simone Weil, która pisze gdzieś, że sprzeczność jest dźwignią transcendencji. Jeżeli sprzeczność niemożliwa jest do przezwyciężenia, musimy zaakceptować oba jej końce.
Eric Vogelin: egzystencja ma strukturę Między, platońskiej metaxy, i jeżeli jest w ogóle coś stałego w historii ludzkości, jest to język napięcia między życiem a śmiercią, nieśmiertelnością a śmiertelnością, doskonałością a słabością, czasem i ponadczasowością, ładem i chaosem, prawdą i fałszem, sensem i bezsensem, między miłością Boga a miłością siebie.
Dodajmy z Uczty Platona, iż Eros jest dzieckiem nędzy i dostatku.
-Działalność artystyczna ma zatem sens, gdy sama będąc owocem walki z własnym egocentryzmem autora, uczestniczy w strategii przemiany człowieka w istotę duchową, oddziaływuje uwzględniając ponadhistoryczną zasadę katharsis.- (Roman Berger)
22 stycznia 2011
2. Oryginalność, osobność, niszowość? Elityzacja przez egalitaryzację.
Forma filmu jest z natury złożona, próbuje na równi operować słowem, obrazem i warstwą muzyczną; rzadko zdarza się tych materii równowaga, najczęściej bowiem albo wysmakowany obraz, albo znaczące słowo, albo integralna, współtworząca muzyka. Równowaga taka, idąca w stronę dzieła totalnego, będzie siłą nowego kina.
Przywołajmy jako pierwszego krytyka muzycznego właśnie, Andrzeja Chłopeckiego, który w jednym z felietonów cytuje Maxa Rafaela (lub Herberta Reada):
Oryginalność nie polega na tym, żeby się różnić od innych, żeby wyprodukować coś zupełnie nowego; chodzi w niej o uchwycenie tego, co oryginalne (w etymologicznym sensie tego słowa), o uchwycenie korzeni zarówno nas samych jak i rzeczy. Dodaje, że sztuka taka nie może być jednak zbyt osobna, nie nazbyt osobna, na tyle zakorzeniona w jakiejś dzielonej z widzem, słuchaczem, bliźnim świadomości, doświadczeniu, wrażliwości, że daje się jakoś przyswoić, jakoś odczytać, przeżyć.
Kompozytor Arnold Schoenberg pisał w swej nauce harmonii: Każdy akord, każda progresja są możliwe. Jestem jednak dziś już przekonany, że także i tutaj istnieją pewne reguły..
Największa wolność w sztuce nie może być absolutna. W każdej epoce obowiązuje właściwy umiar. Musi być spełniona właściwa miara, nawet najgenialniejsi artyści nie mogą przekroczyć granic tej wolności. Jak konstytuuje się granica tej wolności, czy w zbiorowej nieświadomości czy może wytyczana jest w oderwaniu od sumy dusz? Niczym prawo epoki, prawo historyczno-fizyczne, ale nie społeczne?
Problem w tym, kiedy zaczyna się ta zbyt ortodoksyjna już (niepotrzebna, niezrozumiała w ogóle, dadaistyczna i nonsensowna zatem dla odbiorcy) osobność. Czy gdy znajdzie się 7 milionów, 700, 77, czy 7 sprawiedliwych? Kina nie robiło się (w zasadzie) i nie robi na użytek wąskiej grupy (zbyt proces twórczy jest czasochłonny, zbyt kosztowny, zbyt złożony). Bo czy sensowne jest żeby przy filmie współpracowało więcej osób, niźli ma go oglądnąć? Wniosek z tak zadanego pytania oczywisty, ale powiedzieć można przekornie: dlaczegoż by nie? Stawałaby się wtedy sztuka filmowa rodzajem performance z udziałem twórców i widzów, z przesuniętym jednak czasokresem ich uczestniczenia w dziele, w klasycznej sytuacji procesu produkcji a później dystrybucji i prezentacji filmowej (oczywiście możliwy jest klasyczna współobecność czasowa (rejestrowana)-jak w performance teatralnym, ale nie interesuje nas ona ze względu na oczywistość, względną powszechność i dość długą już tradycję).
Wróćmy jednak do pytania o osobność i wprost z niego do tytułowego pojęcia hermetyczności. Można na nie odpowiedzieć tylko jednym zdaniem, które broń Boże nie ma charakteru normatywnego, jakiejś narzucanej reguły, przedstawia jednak mój, jak najbardziej naturalny sądzę, stosunek autora do dzieła i pośrednio do widzów. Otóż: zastanawianie się nad percepcją widza w procesie twórczym nieuchronnie prowadzi do zdziczenia i zepsucia. Należy zatem zaakceptować konsekwencję hermetyczności, licząc w duchu, iż nie okaże się ta hermetyczność nieprzezwyciężoną, choćby po śmierci autora (co dla prekursorów jest dość częstym acz smutnym docześnie wypadkiem). Nie oznacza to oczywiście, że widz w ogóle autora nie obchodzi. Znaleźć się może przecież prawie w każdym jakiś pozaintelektualny hermeneús wewnętrznej tajemnicy. Trudno nie przywołać tutaj skojarzenia z piramidą duchową Kandinskiego, prawdą formalną, którą prawie każdy świadomy twórca musiał antycypować i którą to przyniosło mu jego własne doświadczenie. Oczywistym jest, że taka twórczość trafia do niewielu, jest twórczością niesłychanie elitarną. Ale jak już trafi potrafi uczynić z widza przyjaciela a autorowi dać złudzenie dzielenia się samotnością.
Technologia cyfrowa upraszcza, przybliża proces filmowej produkcji jak i postprodukcji, czyni go na wskroś egalitarnym. W tym leży przyszłość kina. Oczywiście po naturalnym odsianiu filmowej grafomanii. Utylitarnie rzecz biorąc, rosła będzie szansa znalezienia w czerpaku krytycznym grudek szczerego złota, pereł autorskiego kina. Czy przesiewanie bezkresnych połaci (cyfrowego) ziarna jest zbyt wygórowaną za to ceną?
22 stycznia 2011
1. Film jest najmłodszą ze sztuk, lecz już od dawna słychać głosy, że się wyeksploatował. Czyżby forma najbardziej złożona miałaby zużyć się o wiele wcześniej niż tysiącletniej historii literatura, malarstwo, dramat? Koniec tradycyjnego (jak szybko narosła ta tradycja) kina wieszczy m.in. Peter Greenaway, od dłuższego czasu eksperymentujący w videoartem lub wręcz VJ-stwem. Czy film miałby się stać w nie tak odległej przyszłości wysublimowanym archaizmem (choć przecież opera się takim nadal nie stała), celebrowanym w kinach muzeach, gdzie widzowie sentymentalnie i nabożnie wsłuchiwaliby się w filmowe eksponaty niczym w XIX-wieczną pozytywkę? Ewolucja kanałów ekspresji artystycznej prowadzi do ekstremum, utopi -aparatu- który przenosi bezpośrednio myśli, wyobrażenia, wizje twórcy i ujawnia je osobom trzecim, odbiorcom. Pisze o tym w niedawno wydanej książce o montażu filmowym, Walter Murch, amerykański magik filmowych cięć. Pisałem o tym i ja, prawie sześć lat temu na internetowych łamach filmowego wortalu kina niezależnego 311.arts. Wypada zgodzić się z Murchem, że taka skrzynka to śmierć, kina i sztuki w ogóle (śmierć sztuki, ale może narodziny największego narkotyku ludzkości, bezpośredniego dostępu do cudzej świadomości, ba, duszy: luźną analogię szukać można chociażby w fimie Strange Days). Skomplikowany proces tworzenia filmu, ograniczenia wizualizacji wizji, wreszcie: konieczność współpracy z Innymi Ludźmi, jest jednak wartością dodaną. Proces oddziaływuje na gotowe dzieło nie tylko w sensie formalnym, a suma dusz kreujących nawet pomniejsze aspekty techniczne zawsze wnosi coś do ogólnej puli filmu. Po drugiej stronie stolika, widownia, także suma dusz, docenia tą jedność wielości i wielość w jedności. Niepowtarzalną właśnie w kinematografii. Walter Murch pisze: Paradoks kina polega na tym, że wydaje się ono działać najlepiej, gdy łączy ze sobą dwa sprzeczne elementy, ogólny i osobisty, w swojego rodzaju zbiorową zażyłość. Sama prace się nie zmienia, adresowana jest do milionowej widowni, jednak, gdy funkcjonuje właściwie, film jakby przemawia do każdego widza z osobna. Oddziałuje na każdego osobiście. To, że kino jeszcze długo się będzie żywe, będzie dostarczać rozrywki, zadumy, wzruszeń według Murcha ma źródło wręcz w plemiennej naturze społecznej, być może nawet w atawizmach. Porzuceniu codziennego otoczenia (zacisza domowego, telewizji, DVD), gromadzenie się we wspólnocie (w nocy przy ognisku, na ciemnej sali kinowej), słuchanie opowieści. Czasem także tych nie do końca zrozumiałych, nieukładających się w ciąg fabularny, grymasów i tańców szamana, oddziaływujących na innej niż analityczna i w pełni świadoma, płaszczyźnie.