Jesteś marketerem? Zorganizuj internetowy konkurs na film na zadany temat — jak Nokia, Gazeta.pl, Muzeum Powstania Warszawskiego czy Greenpeace Poznaj szczegóły
Polski
Rozwiń
 

Zamknięcie

Dodał:
Huncfot
4 stycznia 2011
Huncfot
Skomentuj (0)
Oceń:
     
 Michał Grzebieniak
ZAMKNIĘCIE
1
Z rozjaśnienia:
WEJŚCIE NA TEREN SCHRONISKA. PLENER. DZIEŃ.
Pod zasnutym szarymi chmurami niebem stoi przy
torach opustoszała hala przemysłowa. Hala wraz z
otaczającymi ją kilkoma budynkami otoczona jest
rozwalającym się betonowym ogrodzeniem. Przed
wejściem ciągną się w obie strony zarośnięte
zielskiem tory. Kilka wielkich wron siedzi na
torach i kracze wściekle nie wiadomo na co. Na
jednej z bocznic stoi, a w zasadzie leży
przewrócony wagon. Rdza pokrywa wielkimi płatami
finezyjne graffiti z odległych czasów. Potężna
brama wejściowa prowadząca na teren obiektu jest
zamknięta, ale nie dzięki zamkom, które zostały
dawno wyrwane, ale dzięki zwykłemu, zasupłanemu
byle jak sznurkowi. Tory rozgałęziają się niedaleko
wjazdu i jedne tworzą bocznicę przed bramą, a
drugie biegną pod bramą na teren dawnego zakładu.
Bardzo stara tablica informująca o dawnym
przeznaczeniu obiektu została zastąpiona inną,
teraz ledwie już czytelną. Rdza kompletnie
przykryła ostatnie słowo, tak że można odczytać
jedynie wyblakłe litery układające się w napis:
„Schronisko dla...”. Zza bramy dochodzi pisk
kręcących się źle naoliwionych kół, oraz szczekanie
psów.
2
PLAC PRZED SCHRONISKIEM. PLENER. DZIEŃ.
Sieć torów łączy ze sobą większość budynków.
Niektóre z budowli są całkiem zniszczałe i
rozpadają się. Skrzypiąc kołami po torach jedzie
malutka drezyna. W zasadzie jest to zrobiony z
jednej osi wózek, na którym stoi wielki poobijany
garnek. Wózek pcha OPIEKUN.
Jest to niemłody, przygarbiony człowiek, utykający
lekko na jedną nogę. Ubrany jest w spłowiały
niebieski kombinezon. Jest nie ogolony, ale broda i
wąsy wyrastają tylko gdzie niegdzie bardzo
rzadkimi kępkami. Mężczyzna co jakiś czas mruga
jakby puszczał do kogoś oczko. Opiekun pcha wózek w
kierunku rozpalonego na środku placu ogniska. Nad
ogniem wisi stary osmalony kociołek w którym gotuje
się jakaś ciapiasta, zielona substancja.
Opiekun podjeżdża do ogniska. Zatrzymuje wózek i
wyjmuje z garnka metalowy pręt, przypominający
łopatę. Opiekun miesza prętem zieloną substancję,
która wesoło bulgocze. Opiekun przelewa ją
ostrożnie do garnka stojącego na wózku. Metalowym
prętem przypominającym łopatę zbiera resztki mazi
ze ścianek kociołka i uważnie przelewa je do
garnka. Z trudem stawia garnek na wózek. Łapie za
rączkę wózka i z mozołem rusza z miejsca. Koła
obracają się wolno piszcząc jeszcze głośniej.
Opiekun kieruje się do wejścia do głównego budynku.
Szczekanie jest tutaj o wiele wyraźniejsze.
3
HALA GŁÓWNA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun wjeżdża wózkiem do wnętrza hali. Światło
wpada tu przez oszklone ściany i świetliki w
suficie. Większość okien jest wytłuczonych i to
przez nie do pomieszczenia wpada najwięcej światła.
Okna w których pozostały szyby są tak brudne od
czarnego smolistego pyłu, że nie spełniają w
zasadzie swej funkcji.
Opiekun pcha wózek torem między dwoma rzędami
przestronnych klatek. Przy każdej z klatek
zatrzymuje się, miesza prętem ciapę w garnku,
uważnie nabiera ją i nalewa do misek.
W każdej z klatek siedzi kilka zwierząt. Tylko
część przypomina psy, ale i te są normalne.
Zazwyczaj są tylko nie proporcjonalne, ale niektóre
mają zbyt wiele łap, lub łuskę zamiast futra.
Pozostałe stworzenia są mutacjami różnych gatunków
zwierząt. Zwierzęta czując jedzenie cieszą się –
merdają zmutowanymi ogonami, skaczą wesoło.
Niektóre uśmiechają się do karmiącego je opiekuna.
KLATKA LOCHY. WNĘTRZE. DZIEŃ.
W jednej z klatek siedzi wielka włochata locha
karmiąca małe. Podobnie jak Locha, młode całe
pokryte są niebieskimi centkami. Łapczywie chłepczą
mleko z sutek matki. Gdy słyszą zbliżającego się
opiekuna strzygą uszami, nie przerywając jednak
ssania.
4
OPIEKUN
Mam dla was coś specjalnego maluchy.
Locha głośno kwiczy. Małe zostawiają jej sutki i
biegną do krat. Teraz dopiero widać, że wszystkie
mają dziwne, fosforyzujące oczy. Świnki stają w
rządku, a potem jak na komendę siadają równo.
Patrzą na opiekuna przekrzywiając łby. Opiekun
nalewa zieloną maź do miski i podsuwa ją pod pysk
ociężałej lochy.
Następnie opiekun wyjmuje z kieszeni zawiniętą w
gazetę kanapkę. W poplamionej tłuszczem gazecie
widnieje wielkie zdjęcie SENATORA, który ostro
przemawia na wiecu w centrum blokowisk. Opiekun
mnie gazetę i chowa papierową kulkę do kieszeni.
Pokazuje kanapkę małym i uśmiecha się do nich
szeroko.
OPIEKUN
Musicie na nią zasłużyć. Zaśpiewajcie!
Świnki, jak na sygnał zaczynają wydawać dźwięki,
przypominające skrzyżowanie gry na klawesynie z
dźwiękami wydawanymi przez klarnet. Pierwsza
zaczyna śpiewać największa ze świnek, a kolejne q
dołączają stopniowo do chóru. Słysząc śpiew inne
zwierzęta ze schroniksa uciszają się. Śpiew
rozbrzmiewa echem w wielkiej hali. Opiekun uśmiecha
5
się szeroko. Dyryguje świnkom przy pomocy kanapki.
Świnki milkną, kończąc swoją pieśń stopniowo, w
odwrotnej kolejności do tej w jakiej zaczynały
śpiewać. Wzruszony opiekun rzuca im kawałki
kanapki.
OPIEKUN
Brawo! Brawo!
Świnki z głośnym kwiczeniem rzucają się na kanapkę.
Chrumkają i ciamkają jedząc. Opiekun przechodzi do
kolejnej klatki.
KLATKA STWORZENIA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun podchodzi do stojącej w lekkim oddaleniu
klatki. Siedzi w niej człekokształtny, bardzo
wystraszony stwór. Jego twarz przypomina twarz
niedorozwiniętego dziecka. Reszta ciała jest tak
kudłata, że trudno dojść, jak naprawdę wygląda.
Stwór jest zagrzebany w szmatach, a widząc
nadchodzącego opiekuna zagrzebuje się w nich
jeszcze mocniej. Opiekun miesza w garnku swoją
metalową chochlą i nakłada do miski solidną porcję
zielonej mazi.
OPIEKUN
6
Jedz malutki. Nie bój się. Wiem, że to nie
wygląda najlepiej, ale jest naprawdę
pożywne!
Opiekun przez chwilę patrzy w kierunku przerażonego
stworzenia, ale ono nie wychodzi z ukrycia. Opiekun
wzdycha. Obserwowany przez stworzenie schyla się po
leżącą na ziemi rączkę wózka i ciągnie go ku
wyjściu. Nie odchodzi nawet kilku metrów, a
stworzenie ciekawie wystaiwa twarz ze szmat.
Opiekun nie odwraca się, ani nie zwalnia. Pcha
przed siebie skrzypiący wózek. Stworzenie ostrożnie
i bardzo wolno wygrzebuje się ze szmat i zbliża się
do miski. Dokładnie obwąchuje miskę. Następnie
ostrożnie zamacza koniuszek języka w mazi i ucieka
w szmaty. Zatrzymuje się oblizując się ze smakiem.
Patrzy za oddalającym się opiekunem i podbiega do
miski. Zajada łapczywie zieloną maź, oblizując się
ze smakiem i mrucząc do siebie z zadowoleniem.
PLAC PRZED SCHRONISKIEM. PLENER. DZIEŃ.
Opiekun przyciąga wózek do gasnącego ogniska.
Zdejmuje beczkę w której gotował maź i kładzie ją
na wózek. Pcha wózek w kierunku betonowej rampy.
Opiekun wchodzi do magazynu i po chwili wychodzi z
niego trzymając gruby wąż. Odkręca zawór i myje
garnki strumieniem żółto zielonej wody.
7
HALA GŁÓWNA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Najedzone zwierzęta są spokojne. Drzemią w swoich
klatkach. Opiekun wchodzi do hali, mija klatki i
kieruje się do metalowych schodów prowadzących do
biura. Jest to niewielkie pomieszczenie tworzące
oszkloną galeryjkę. Opiekun wchodzi do biura i
włącza światło.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Włącznik prądu uruchamia automatycznie wiatrak,
lampy i telewizor. Biuro jest bardzo zadbane i
czyste. Przy ścianach stoją szafy z pękatymi
segregatorami. Na biurku stoi archaiczny
odbierający na zielono-czarno telewizor z wielką
anteną. Obraz bardzo śnieży, a głos jest całkiem
wyciszony. Na ekranie przemawiający na tle
dymiących kominów Senator. Opiekun odwraca się od
telewizora i wygląda przez okno w kierunku
dymiących na horyzoncie kominów.
Odwraca się od okna, gdy słyszy dziwny zgrzyt i
trzask. Na jednej ze ścian pojawiło się pęknięcie.
Opiekun odchodzi do okna i wychodzi z biura.
SKŁADZIK. WNĘTRZE. DZIEŃ.
W składziku panuje zupełna ciemność. Drzwi
otwierają się na zewnątrz i pojawia się w nich
8
sylwetka opiekuna. Opiekun sięga do włącznika
światła. W składziku walają się stare narzędzia,
szmaty, miski, puszki, wiadra. Opiekun przerzuca
graty i odnajduje przygotowany zestaw - puste
wiadro, mały woreczek z zaprawą i narzędzia.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun nabiera zaprawę na szpachlę i nakłada ją na
pęknięcie. Zalepia pękniętą ścianę stojąc na
biurku. Butem przydeptuje gęsto zadrukowaną kartkę.
Nagłówek kartki obwieszcza: „Instrukcja
postępowania dla likwidacji obiektu nr 98766D –
Schronisko dla”. Dalszą część zakrywa spadająca ze
szpachli zaprawa. Stojąc na biurku opiekun ma
doskonały widok przez jedno z okien. Z tego miejsca
widzi przez okno tory na których siedzą
awanturujące się wrony.
Nagle ptaki podrywają się do lotu. Opiekun przerywa
pracę i wygląda przez okno. Po torach zbliża się
tuningowany pojazd - połączenie samochodu, pociągu,
nastoletniej fantazji i bardzo złego smaku. Pojazd
hamuje z piskiem przy bramie. Wychodzi z niego
młoda ubrana na biało kobieta z wielkim plastikowym
koszykiem w ręku. Opiekun schodzi z biurka i
kuśtykając wybiega z biura. Nieświadomie zrzuca na
ziemię kartkę z odciskiem buta i zaprawą. Dokument
spada prosto pod biurko.
WEJŚCIE NA TEREN SCHRONISKA. PLENER. DZIEŃ.
9
Młoda, ekstrawagancko wystrojona, zgrabna kobieta
stawia wielki kosz koło białych bucików na
szpilkach. Rozgląda się do okoła. Z pojazdu rozlega
się głośny klakson. Kobieta ogląda się z irytacją
na zaciemnione szyby pojazdu. Podnosi kosz i robi
kilka niezdarnych kroków w kierunku bramy. Teren
jest bardzo nie równy i trudno jej iść po nim w
szpilkach. Z pojazdu dobiega jeszcze jeden klakson.
Tym razem dźwięk przeciąga się znacznie. Milknie
dopiero, gdy kobieta odkłada koszyk na ziemi.
Odwraca się i wraca do pojazdu. Pojazd odjeżdża
strasząc wrony, które zdążyły wrócić na swoje
miejsce na torach. Kosz leży na ziemi. Wrony kołują
chwilę w powietrzu, ale szybko siadają na torach.
Ciekawie zerkają w kierunku kosza. Jedna z nich
podlatuje bliżej. Druga podlatuje i siada na
plastikowej rączce kosza. Wrony odlatują spłoszone,
gdy otwierają się wielkie drzwi w bramie
schroniska. Opiekun płoszy ptaki, podbiega do kosza
i podnosi go. W koszu leży nieprzytomny mały
szczeniak z rozszarpaną mordką. Opiekun rozgląda
się, ale po pojeździe nie ma już śladu. Opiekun
bierze kosz i wraca na teren schroniska zamykając
za sobą bramę.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun włącza światło w sali zabiegowej. Migające
jarzeniówki dają zimne światło, które oświetla
10
puste szafki. Opiekun stawia kosz koło stołu
zabiegowego. Ostrożnie kładzie szczeniaka na stole
i delikatnie bada go. Opiekuna odrywa od badania
odgłos motocykla. Zostawia nieprzytomnego psa na
blacie i wychodzi.
HALA GŁÓWNA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Zwierzęta ujadają wściekle, gdy do pomieszczenia
wjeżdża motocykl z bardzo źle wyregulowanym
tłumikiem. Ubrany w czarną skórę i czarny kask ze
złotą gwiazdą siedzi na nim WETERYNARZ. Jest to
muskularny starszy pan o szerokim uśmiechu. Parkuje
motor przy samych schodkach. W kilku susach wbiega
po schodkach prowadzących do biura. W biurze zapala
się światło. Opiekun kuśtykając mija motor i wspina
się na górę. Z biura dolatuje głośny szum z
telewizora, przez który przedzierają się patetyczne
dźwięki muzyki Chopina i przemawiającego na jej tle
senatora.
SENATOR
...Wielkie niebezpieczeństwo i zagrożenie
dla naszych dzieci...
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Weterynarz siedzi za biurkiem i pakuje zawartość
szuflad do sporego kartonowego pudełka. Raz po raz
zerka na ekran śnieżącego telewizora. Senator
11
przemawia na tle kominów.
SENATOR
...dla dobra społeczeństwa. Trzeba
jednoznacznie zakończyć działanie... by
górnicy, by uczciwi ludzie, którzy
poświęcili młodośc... bezczeszczenia
pamięci tych...
Opiekun podchodzi do biurka. Weterynarz przelotnie
zerka na niego i kiwa głową.
WETERYNARZ
Nie pakujesz się?
OPIEKUN
Na operacyjnym jest pies. Może pan
zobaczyć?
Weterynarz oburzony nerwowo odkłada karton i patrzy
prosto na opiekuna.
WETERYNARZ
Czy ty naprawdę nie rozumiesz co się
dzieje? Nie ma już operacyjnego. Nie mam
narzędzi. Nie przyjmujemy. Zamknięte.
OPIEKUN
Ma rozszarpany pysk. Może da się zaszyć.
12
WETERYNARZ
Czym mam zaszyć idioto? Nie mam narzędzi.
Opiekun wskazuje na wiszącą na ścianie apteczkę.
OPIEKUN
Proszę.
Weterynarz wstaje niechętnie. Z dezaprobatą kiwając
głową podchodzi do apteczki ściennej. Otwiera ją
niechętnie i wyjmuje jakieś narzędzia.
WETERYNARZ
Po co ja to robię? Mam nadzieję, że
przeniosą mnie w jakiś bardziej
cywilizowane miejsce. Chodźmy. Albo lepiej
zostań. Zrób papiery. Które za dwa dni i
tak zostaną zutylizowane.
Weterynarz jednym ruchem ładuje zawartość szuflady
do kartonu. Trzymając karton pod pachą wychodzi
mijając opiekuna, który ochoczo zdejmuje z szafy
segregator. Opiekun wyłącza dźwięk w telewizorze i
zabiera się za wypełnianie jakiegoś skomplikowanego
formularza.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
13
Weterynarz pochyla się nad psiakiem ze strzykawką.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun pochyla się nad papierami z długopisem.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Weterynarz nawleka nić na igłę.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun drapie się po głowie długopisem. Wolno
stawia litery w jednej z rubryk.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Weterynarz szyje. Rękawem ociera pot z czoła.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun przygryzając język wypełnia rubryki. Ociera
pot z czoła.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Weterynarz kończy szycie. Przycina nić nożyczkami.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
14
Opiekun kończy formularz. Przybija na nim
pieczątkę. Potem jeszcze jedną pieczątkę.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Weterynarz ostrożnie przekłada psa do koszyka.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun ostrożnie wkłada formularz do segregatora.
SALA ZABIEGOWA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Weterynarz odstawia koszyk z psiakiem na bok.
BIURO WNĘTRZE. DZIEŃ
Opiekun odkłada segregator na półkę. Słyszy trzask
i na ścianie przed nim pojawia się lekkie
pęknięcie. Opiekun bierze odstawione w kąt
narzędzia i podchodzi do ściany. Psy ożywiają się i
zaczynają głośno szczekać. Opiekun zostawia pracę i
kuśtyka w kierunku schodów. Słyszy, jak weterynarz
próbuje odpalić motor.
HALA GłÓWNA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun zbiega ze schodów, gdy silnik motoru już
huczy. Zwierzęta warczą i ujadają. Weterynarz
15
wsiada na motor. Karton z rzeczami przywiązany jest
z tyłu do siedzenia.
OPIEKUN
Udało się?
WETERYNARZ
Tak. Będzie miał szramę do końca życia. Daj
mu porządnie jeść, jak się obudzi.
OPIEKUN
Dziękuję. Do zobaczenia.
WETERYNARZ
Już się raczej nie zobaczymy.
Weterynarz wrzuca bieg i wyjeżdża z hali. Zwierzęta
żegnają go przeciągłym wyciem.
POLA ZA SCHRONISKIEM. PLENER. DZIEŃ.
Porosłe żółtą trawą pole ciągnie się po horyzont.
Opiekun stoi podparty pod boki. W ręku trzyma gruby
patyk. Piesek ze zszytą mordką siedzi przed nim
machając ogonem. Opeikun rzuca patyk najdalej jak
potrafi i pies pędem biegnie za nim.
OPIEKUN
Przynieś go mały.
16
Pies dobiega do patyka i szczerzy na niego kły.
Szczeka kilka razy i rzuca się na patyk. Przegryza
go z łatwością. Następnie rozszarpuje patyk na
strzępy. Opiekun przygląda się temu z dezaprobatą.
OPIEKUN
Przestań! Słyszysz? Przestań!
Pies odrywa się od resztek patyka. Odwraca się do
opiekuna. Przysiada lekko gotując się do skoku.
Szczerzy zęby, a z podrażnionej rany leci krew. Z
wyszczerzonymi zębami pies rzuca się w kierunku
opiekuna. Opiekun stoi lekko pochylony do przodu.
Pies dobiega do niego w kilku krótkich susach i
skacze. Opiekun łapie go i przewraca się na plecy.
Pies staje na nim i zaczyna lizać go po twarzy.
Krew z rany kapie na twarz opiekuna. Opiekun
przygląda się ranie.
OPIEKUN
Nigdy ci się to nie zagoi, jak będziesz tak
wszystko gryzł!
Pies zamiera nagle bez ruchu. Czujnie nastawia
uszy. Opiekun wstaje i patrzy w kierunku
schroniska. Słyszą skrzypienie otwierającej się
bramy wjazdowej. Opiekun przechodzi przez dziurę w
ogrodzeniu, a za nim radośnie podąża pies.
17
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Przez szeroko otwartą bramę wjeżdża na plac wagon
towarowy, na którym załadowany jest wielki, wysoki,
obwinięty brezentem pakunek. Na brezencie
nadrukowana jest złota gwiazda. Opiekun wpada na
plac w momencie, gdy kilku ubranych w czerwone
kombinezony OSIŁKÓW przy pomocy ręcznego dźwiga z
trudem zdejmuje pakunek z wagonu. Przestraszony
szczeniak trzyma się blisko nogi opiekuna. Opiekun
podchodzi do jednego z osiłków.
OPIEKUN
Co to jest? Panowie blokujecie tory. Tutaj
nie można.
Osiłek odsłania w uśmiechu komplet zepsutych zębów.
Zakłada ręce na potężnej klacie. Pozostali
mężczyźni stają obok niego w rzędzie. Jeden zapala
papierosa. Zza rzędu osiłków wychodzi ubrany w taki
sam jak oni kombinezon wredny KURDUPEL. W ręku
trzyma jakieś papiery.
KURDUPEL
Wszelkie reklamacje dotyczące transportu od
13 do 15 w biurze zarządu osobiście, lub
listownie na adres widoczny w nagłówku. A
na razie proszę o podpis.
18
Kurdupel podsuwa zdezorientowanemu opiekunowi
dokumenty do podpisania. Następnie wręcza mu
długopis i zaczyna pokazywać miejsca w których
należy się podpisać.
KURDUPEL
Tu nazwisko czytelnie. Tu nazwisko i data.
Tu Nazwisko i data. Tu parafka. Nazwisko.
Nazwisko i data. I jeszcze tu samo
Nazwisko. Nie musi być czytelnie.
Opiekun kończy składać podpisy. Kurdupel kłania mu
się i zwraca się do Osiłków.
KURDUPEL
Koniec przerwy panowie.
Osiłek pstryka papierosem. Kurdupel wraca do
lokomotywy, a mężczyźni zabierają sprzęt. Pusty
wagon rusza. Dwóch ostatnich osiłków zatrzaskuje za
sobą bramę. Piesek patrzy na opiekuna stojącego
obok wysokiego ukrytego za brezentem urządzenia.
BIURO. WNĘTRZE. NOC.
Opiekun stoi na biurku i lepi pękniętą ścianę.
Psiak śpi na podłodze zwinięty w kłębek. Opiekun
zerka przez okno na okryty brezentem oświetlony
blaskiem księżyca mechanizm. Mechanizm zdaje się
emitować niski, niepokojący dźwięk.
19
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Ogień pali się wesoło, gdy opiekun podrzuca do
niego porąbane szczapki z podkładów kolejowych.
Woda gotuje się w kotle. Opiekun dolewa do niej
gęstą maź z wielkiej w połowie pustej puszki i
potrawa kipi na zielono. Wiatr zawiewa dym z kotła
w kierunku hali i psy zaczynają głośno domagać się
jedzenia. Opiekun przelewa maź do garnka
postawionego na starym kocu.
Opiekun z trudem ciągnie koc, na którym stoi pełny
garnek. Szczeniak pomaga mu ciągnąć koc zębami.
Mijają brezentowy pakunek stojący na torze. Za nim
stoi wózek. Opiekun dociąga gar w pobliże wózka.
Próbuje podnieść go I postawić na wózku, ale gar
jest zbyt ciężki. Opiekun podnosi go za drugim
razem i wpycha na wózek, ale gar przeważa i wywraca
się z drugiej strony. Zawartość rozlewa się na
ziemię. Piesek podbiega i zaczyna chłeptać ze
smakiem zieloną maź. Opiekun stawia prawie pusty
garnek na wózek i stara się metalową łopatą zbierać
z ziemi jedzenie. Psy szczekają co raz głośniej.
Opiekun pcha wózek w kierunku hali, gdy brama
wjazdowa otwiera się. Na placyk wjżedżają
ciężarówki. Na plandekach mają logo telewizji, oraz
złotą gwiazdę. Ciężarówki stają jedna obok drugiej
przy ścianie. Jest ich pięć. Za ciężarówkami
wjeżdża na plac drezyna-limuzyna. Z każdej z
ciężarówek wysiadają trzej lub czterej TECHNICZNI.
20
Wyglądający niemal identycznie chuderlawi łysole.
Techniczni od razu zabierają się za rozładowywanie
ciężarówek. Wyjmują z nich sprzęt oświetleniowy,
rusztowania, różnego rodzaju walizy i przede
wszystkim duże ilości kabli.
Z limuzyny wysiada sucha SEKRETARKA ze spiętymi w
kok włosami, oraz gruby REŻYSER. Oboje rozglądają
się ciekawie dookoła. Reżyser przywołuje sekretarkę
skinieniem dłoni i szeroko gestykulując skarży się
na coś. Sekretarka potakuje czekając, aż reżyser
skończy swój wywód. Następnie sekretarka podchodzi
do Opiekuna.
SEKRETARKA
Pan jest Opiekunem. Proszę natychmiast
uciszyć psy.
OPIEKUN
Są głodne.
SEKRETARKA
Proszę je natychmiast nakarmić. A potem
zgłosi się pan do mnie. Będę na terenie
obiektu. Najpewniej w namiocie.
Sekretarka wskazuje na miejsce, gdzie techniczni
pod krytycznym okiem reżysera kończą rozbijać
namiot. Opiekun w towarzystwie psiaka pcha wózek do
hali.
HALA GŁÓWNA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
21
Opiekun pcha wózek z jedzeniem między klatkami.
Zwierzęta są wystraszone i zdenerwowane. Widząc
opiekuna uciszają się. Opiekun ostrożnie dzieli
jedzenie, aby wystarczyło go dla wszystkich
zwierząt. Najpierw nakłada solidną porcję do
stojącej przy torach miski. Psiak podbiega merdając
ogonem i zaczyna jeść.
KLATKA LOCHY. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun podchodzi do krat. Locha leży sapiąc
nerwowo, nie ma siły się podnieść. Odwraca łeb w
kierunku opiekuna. Małych nie widać. Gdy opiekun
nakłada jedzenie do miski dostrzega oczka małych
świecące z wyściółki klatki.
OPIEKUN
Nie bójcie się. To tylko telewizja.
KLATKA STWORZENIA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun podchodzi do klatki stworzenia, które cicho
łka zakopane w szmatach. Opiekun wkłada jedzenie do
miski. Stworzenie patrzy na niego pytająco.
OPIEKUN
Jedz. Jedz mały.
Stworzenie podchodzi ufnie do miski I wącha
22
jedzenie. Nagle podskakuje ze strachu I ucieka w
róg klatki. Zakopując się w szmaty. Koło opiekuna
szczerzy zęby piesek. Opiekun bierze go na ręce i
patrzy na niego karcąco.
OPIEKUN
Nie wolno. On też chce jeść.
Opiekun zabiera pieska na ręce.
OPIEKUN
Nie bój się. Jedz.
Stworzenie pozostaje jednak zakopane w szmatach.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Opiekun wychodzi na plac, gdzie techniczni
rozstawaiją rusztowania, na których umieszczają
reflektory. Reżyser z sekretarką przechadzają się
po placu. Sekretarka notuje uwagi reżysera. Opiekun
podchodzi do nich.
REŻYSER
Proszę, raczył pan się pojawić. Już pan nam
nie jest potrzebny.
Reżyser odwraca się w kierunku rusztowań i z
założonymi za plecami rękami rusza w ich kierunku.
23
SEKRETARKA
Za chwilę poproszę pana o pokazanie
zwierząt. Na razie musimy dopilnować
wszystkiego tu.
Sekretarka drepcze za reżyserem.
OPIEKUN
Będę w biurze.
HALA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun wchodzi do hali. Z zewnątrz ciągnie się do
środka budynku pęk kabli. Opiekun widzi, że i tutaj
techniczni rozstawaiją sprzęt oświetleniowy. Piesek
biegnie w ich kierunku merdając ogonem. Opiekun
wchodzi po schodkach do swojego biura.
BIURO. WNĘTRZE. DZIEŃ.
W biurze zastaje włączone światło. Jeden techniczny
siedzi za biurkiem na którego blacie położył
buvciory. Ogląda telewizję. Drugi demontuje okno,
tak aby ustawić w nim wielką lampę, oświetlającą
halę. Obaj patrzą na opiekuna niczym na intruza,
ale po chwili ignorują go zupełnie. Techniczny przy
oknie wyrywa futrynę, powodując kilka szerokich
pęknięć w ścianie. Mężczyzna przy biurku reguluje
telewizor, aż znajduje stację emitującą czeską
muzykę ludową. Podkręca potencjometr do oporu i
24
wesoło klepie rękami po udach w rytm muzyki.
Opiekun nie wie, co ma zrobić. Stoi po prostu pod
ścianą i przygląda się technicznym. Opiekun wygląda
przez okno na zewnątrz. Widzi, że do bramy
podjeżdża wypełniony ludźmi wagon.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Z wagonu wysiadają starzy ludzie. Jest to kolorowy
tłum STATYSTÓW. Wśród nich pojawia się również
ANIMATOR ubrany w białą koszulę i prochowiec.
Animator dyryguje grupą ludzi. Ustawia ich w
rzędzie. Do grupy podchodzi reżyser z sekretarką i
zaczynają naradę. Ludzie stoją w rządku niczym
grupa kolorowych żołnierzy. Opiekun przygląda się
sekretarce, która z naręczem transparentów
podchodzi do ludzi i rozdaje tablice. Reżyser
przechadza się wzdłuż tłumu i przygląda się
twarzom. Są to głównie starcy – kobiety i
mężczyźni. Reżyser jest zniesmaczony. Przywołuje
animatora i odciąga go na bok.
REŻYSER
Co to ma być? Skąd wziąłeś tych staruchów?
Animator
Jak to? Z przytułku. Pan Marian bierze
połowę ceny. Sam mówiłeś, że oni i tak są w
nieostrości.
25
REŻYSER
Nie mówi mi co mówiłem. Teraz będą musieli
być w nieostrości. Zajmij się nimi.
Reżyser woła sekretarkę.
REŻYSER
Chcę obejrzeć zwierzęta. Niech od razu
wezmą kamerę.
HALA GŁÓWNA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Reżyser w towarzystwie sekretarki idzie za
opiekunem. Z ciekawością przygląda się zwierzakom w
klatkach. Za nim podąża dwóch technicznychoperator
z wielką kamerą na ramieniu, oraz drugi
ciągnący wózek z reflektorem. Oświetlenie hali
ustawione przez technicznych jest włączone.
KLATKA LOCHY. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Locha z małymi siedzi skulona w kącie klatki. Małe
chowają się za nią, gdy reżyser zatrzymuje się
przed klatką. Reżyser przygląda się im przez chwilę
bez zainteresowania. Reżyser już chce odchodzić,
gdy nagle jeden z małych otwiera fosforyzujące
oczy. Reżyser przygląda mu się ciekawie.
REŻYSER
26
Chcę to mieć.
Operator podbiega z kamerą. Oświetleniowiec świeci
na zwierzęta mocnym światłem. Ich źrenice lśnią
dziwnie pod wpływem światła. Locha kwiczy
przeraźliwie, próbuje odwrócić głowę, ale jest zbyt
ociężała. Reżyser zwraca się do sekretarki.
REŻYSER
Zmieńcie ten dźwięk. Ma być głęboko
przerażający.
Sekretarka notuje uwagi reżysera. Reżyser zwraca
się do operatora.
REŻYSER
A ty pokaż ich oczy.
Opiekun stoi, jak sparaliżowany. Z trudem przełyka
ślinę. Robi jakiś niezdecydowany gest w kierunku
reżysera, ale jest zbyt przytłoczony sytuacją, aby
wyrazić sprzeciw.
REŻYSER
Starczy. Co jeszcze tu mamy?
KLATKA STWORZENIA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Stworzenie zakopane jest w szmatach. Reżyser na
27
czele grupy podchodzi do klatki. Jest wyraźnie
zadowolony. Przygląda się stworzeniu ciekawie.
REŻYSER
Czy jest agresywny?
Opiekun nie reaguje. Dopiero po silnym
szturchnięciu przez sekretarkę odpowiada.
OPIEKUN
Nie. Boi się. Nic nie zrobi.
Sekretarka zwraca się do opiekuna ostrym tonem.
SEKRETARKA
Jeśli kogoś ugryzie pan osobiście będzie za
to odpowiadał.
Opiekun przygaszony stara się tłumaczyć.
OPIEKUN
Nie ugryzie. Jest potulny. Nie potrzeba
nawet smyczy.
Reżyser nie zwraca się do nikogo konkretnego. Mówi
wpatrując się w stworzenie.
REŻYSER
Ma być agresywny. Weźmiemy go teraz. Świnki
zostawiamy dla senatora.
28
Sekretarka szybko notuje potakując głową. Do
opiekuna podbiega piesek. Kręci się wśród ludzi i
łasi się do sekretarki. Reżyser bierze go na ręce i
przygląda mu się przez chwilę. Pies merda ogonem.
Reżyser ogląda szramę na pysku, a potem oddaje go
opiekunowi.
REŻYSER
Ten nie będzie nam potrzebny. Tylko żeby
się tu nie pałętał.
Opiekun tuli psiaka. Techniczni otwierają klatkę i
wchodzą do środka. Stworzenie prubuje zakopać się w
szmatach. Techniczni cmokają na nie i wołają, ale
bez skutku. Jeden z nich kopie stworzenie i wtedy
dopiero rusza się z miejsca. Kolejne kopniaki
zmuszają je do wyjścia z klatki. Techniczni
wychodzą za nim. Pies na rękach opiekuna warczy w
kierunku stworzenia. Stworzenie chce wrócić do
klatki, ale techniczni zamknęli już drzwi.
SEKRETARKA
Chyba miał pan go stąd zabrać!
Opiekun nie oglądając się wychodzi z pieskiem na
rękach.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
29
Rusztowania są już gotowe. animator musztruje
statystów. Każe im podnosić transparenty, pokazuje
jak nimi machać.
Animator
Entuzjastycznie! Cieszycie się! Jesteście
szczęśliwi! Proszę jeszcze raz.
Tłumek macha transparentami. Kilka osób podnosi
ręce i klaszcze.
Animator
Czy państwo chcą mi zrobić na złość, czy
jak? Jeszcze raz.
Opiekun mija ich tuląc psa do piersi.
POLA ZA SCHRONISKIEM. PLENR. DZIEŃ.
Piesek przygląda się opiekunowi merdając ogonem.
Opiekun trzyma w ręku patyk. Rzuca go z całej siły.
Pies biegnie i rozszarpuje go w strzępy. Opiekun
nie reaguje. Pies podbiega do niego ujadając.
Opiekun mechanicznie podnosi z ziemi inny patyk.
Rzuca. Pies biegnie. Opiekun odwraca się w kierunku
schroniska. Widzi górującą nad ogrodzeniem okrytą
brezentem maszynę. Brezent obsówa się odsłaniając
mechanizm. Jego górna część wygląda jak komin, albo
gigantyczna rura wydechowa. Z placu dobiegają
30
krzyki, zagłuszane wybuchami śmiechu i oklaskami.
Piesek kończy rozszarpywać patyk. Patrzy w kierunku
opiekuna, który zbliża się do dziury w płocie. Z
dziury wychodzi trzech technicznych. Jeden wyciąga
zza kombinezonu zakorkowaną flaszkę. Wyciąga korek
zębami i pociąga spory łyk. Częstuje przechodzącego
opiekuna. Ten odpycha rękę wyciągniętą w jego
stronę. Techniczny pluje za nim na ziemię.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Opiekun wbiega na plac. Widzi technicznych
ustawiających światła na maszynę. Składająca się z
przenikających się rur, kabli i elektronicznego
żelastwa konstrukcja kończy się wielką skierowaną w
niebo rurą. U podstawy mieści się wielka otwierana
dźwignią klapa. Obok klapy druga dźwignia. Nad
klapą migają kolorowe żaróweczki. Techniczni
uwijają się wokół urządzenia sprawdzają rury,
kable, w końcu podłączają je do prądu i urządzenie
zaczyna dyszeć.
Opiekun obchodzi je do okoła. Z okna jego biura
filmuje je operator. Obok w oknie pojawia się
uśmiechnięty reżyser i wskazuje coś palcem.
Uwagę opiekuna zwraca ledwo słyszalne w panującym
na placu zgiełku popiskiwanie. Pisk dobiega z
namiotu. Opiekun zbliża się w tym kierunku.
31
NAMIOT. WNĘTRZE. DZIEŃ.
W namiocie rozłożone jest stanowisko do
charakteryzacji, przy którym krząta się
CHARAKTERYZATORKA. Na krześle przed stołem siedzi
przywiązane pasami kudłate stworzenie.
CHARAKTERYZATORKA tapiruje mu czuprynę, mocno
spryskując ją sprayem. Zwierzę boi się pryskającego
na nie strumienia kropelek. Za każdym razem, gdy
charakteryzatorka pryska sprayem stworzenie mocno
zaciska oczy. Charakteryzatorka stara się uspokoić
zwierzaka. Mimo że jest bardzo skoncentrowana na
pracy mówi do stworzenia, jak do małego dizecka.
CHARAKTERYZATORKA
No, nie bój się. Nie boli. Przecież robię to
delikatnie. No popatrz jaki będziesz śliczny.
Będziesz w telewizji.
Charakteryzatorka sięga po wielkie sztuczne
zębiska, które na siłę wpycha stworzeniu w paszczę.
Następnie przytwierdza je stalowymi uchwytami.
Stworzenie ślini się i próbuje wypluć szczękę, ale
nie udaje mu się. Zęby wyglądają bardzo groźnie.
Stworzenie bezsilnie kłapie nimi kilka razy.
Opiekun zerka do namiotu przez plastikowe okienko.
Charakteryzatorka nie zwraca na niego uwagi,
przygląda się stworzeniu. Mimo groźnej szczęki ma
ono bardzo załzawione oczy. Charakteryzatorka sięga
32
po zestaw soczewek. Przez chwilę przebiera w
soczewkach. Decyduje się na wściekle czerwone z
wąskimi źrenicami. Pochyla się nad stworzeniem i
zakłada mu soczewki.
Do namiotu wchodzi reżyser. Jest bardzo zadowolony
z pracy charakteryzatorki.
REŻYSER
Proszę jeszcze dorobić wilkołacze pazury. I
może jakieś szramy na mordzie.
CHARAKTERYZATORKA
Jakie szramy? Po chorobie? Czy po walce?
REŻYSER
Jedno i drugie. Trędowaty walczący na noże.
Ma to być możliwie obżydliwe.
CHARAKTERYZATORKA
W takim razie powinien ociekać ropą. I
dodam może wrzody.
REŻYSER
Nie ma już czasu. Proszę kończyć i przysłać
TO do maszyny.
Reżyser wychodzi. Charakteryzatorka bierze się za
przyklejanie stworzeniu pazurów.
33
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Z namiotu wychodzi charakteryzatorka, a za nią
techniczny wyprowadza stworzenie. Prowadzi je na
krótkiej smyczy w kagańcu i kolczatce. Operator
filmuje jego przejście. Stworzenie wygląda
faktycznie groźnie szczerząc kły i śliniąc się na
widok ludzi. Statyści, koło których przechodzą
odruchowo odsówają się z obrzydzeniem i strachem.
Stworzenie zatrzymuje się koło wejścia do maszyny.
Operator pilnie filmuje mechanizm otwierającej się
klapy, oraz stworzenie zapędzone kijami do wnętrza.
Reżyser stoi z założonymi rękami przyglądając się
pracy swoich ludzi. Opiekun nieśmiało podchodzi do
niego. Gdy wystraszone stworzenie jest już w
komorze techniczni odsuwają się i zamykają klapę.
OPIEKUN
Co chcecie z nim...
Reżyser nie zwracając uwagi na opiekuna krzyczy do
operatora.
REŻYSER
Komin! Komin idioto!
Operator, który filmował rękę przełączającą
dźwignię koło wejścia do maszyny robi kilka kroków
w tył i filmuje komin. Gdy dźwignia zostaje
34
pociągnięta maszyna zmienia ton. Wyje przez chwilę
i miga światełkami. Nagle przechodzi na jeszcze
wyższy rejestr. Ludzie zatykają uszy. Maszyna
nabiera rozpędu. Huczy i trzęsie się. Nagle
rozbrzmiewa jeden krótki sygnał dzwonka i maszyna
zamiera. Wokół panuje zupełna cisza, którą przerywa
szept opiekuna.
OPIEKUN
Co z nim zrobiliście?
Reżyser ucisza go machając, jakby odpędzał
natrętnego owada. Nie odrywa spojrzenia od komina.
Nagle rozlega się seria dzwonków. Zaświeca się
kontrolka przy kominie. Z komina wylatuje mały
kolorowy obłoczek dymu. Za nim bardoz drobny pył,
wyrzucony z taką siłą, że wygląda jak pocisk. Pył
rozprasza się gdzieś wysoko w górze. Maszyna
cichnie na dobre. Reżyser podbiega przejęty do
klapy. Jeden z technicznych otwiera klapę dźwignią.
Komora jest pusta.
OPIEKUN
Co z nim zrobiliście?! Mordercy.
Opiekun kuśtyka w kierunku reżysera, który nadal
wpatruje się w komorę. Na plac wjeżdża samochód
policyjny na sygnale. Parkuje w pobliżu namiotu.
Wysiada z niego czterech wielkich umundurowanych
policjantów. Opiekun widząc ich zwalnia, a potem
35
przystaje. Reżyser wchodzi do komory i przez
chusteczkę podnosi leżącą na podłodze sztuczną
szczękę. Reżyser trzymając szczękę niczym trofeum
zwraca się z instrukcjami do operatora.
REŻYSER
Teraz przebiteczka na otwierające się drzwi
i pustkę.
Reżyser oddaje szczękę charakteryzatorce i idzie
przywitać się z policjantami. Opiekun patrzy w
niebo. Chmurki już nie ma. Pozostaje jedynie
wycelowany w górę wylot przypominającego rurę
wydechową komina.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. DZIEŃ.
Grupa statystów siedzi znudzona na murku.
Transparenty leżą koło nich na ziemi. Przez plac
przechodzi wolno sekretarka, statyści oglądają się
za nią. Sekretarka wchodzi do namiotu.
NAMIOT. WNĘTRZE. DZIEŃ.
W namiocie reżyser, animator, charakteryzatorka i
policjanci piją kawę z jednorazowych kubeczków.
Reżyser naradza się półgłosem z animatorem.
Policjanci kokietują charakteryzatorkę. Sekretarka
wchodzi do namiotu.
REŻYSER
36
Jest już?
Sekretarka przecząco kręci głową.
SEKRETARKA
Czekamy.
Sekretarka siada na rozkładanym krzesełku i
przegląda notatki.
HALA. WNĘTRZE. WIECZÓR.
Kilku technicznych zwija sprzęt z hali. Zwierzęta
siedzą cicho w swoich klatkach. Niektóre piszczą,
inne cichutko skamlą.
KLATKA STWORZENIA. WNĘTRZE. WIECZÓR.
Opiekun sprząta szmaty w klatce stworzenia. Zabiera
pustą miskę. Po klatce kręci się też piesek.
Ciekawie wszystko obwąchuje. Opiekun siada przy
drzwiach, a piesek podchodzi do niego i liże go po
ręku. Opiekun głaszcze go po główce.
BIURO. WNĘTRZE. NOC.
Dwaj techniczni siedzą sobie przed telewizorem.
Jeden tempo wpatrzony w ekran. Drugi bardzo leniwie
przekłada jakieś dokumenty w otwartym segragatorze.
Ziewa przeciągle i zamyka segregator. Wstaje i
przeciąga się. Nagle rozlega się trzask. Na ścianie
pojawia się pęknięcie. Techniczny podchodzi do
szpary w ścianie koło okna. Wygląda na tory. W
37
oddali dostrzega światła pociągu. Mruga
kilkakrotnie, by odpędzić zmęczenie i jeszcze raz
patrzy w kierunku torów. Światła pociągu są już
bliżej. Słychać też daleki sygnał lokomotywy.
Mężczyzna, oglądający telewizję aż podskakuje.
TECHNICZNY
Jedzie! Jedzie, wstawaj! Jedzie!
W szalonym tempie techniczni wybiegają z biura
niemal spadając ze schodów.
KLATKA. WNĘTRZE. NOC.
Opiekun siedzi na szmatach przy wejściu do klatki.
Piesek ułożony wygodnie na jego kolanach stawia
uszy i nasłuchuje śpiąc. Otwiera oko. Podnosi łeb i
cichutko warczy. Opiekun stawia psa na podłodze. Z
oddali słychać krzyk technicznego.
TECHNICZNY
Jedzie! Jedzie! Już Jedzie!
Pies wybiega z klatki szcekając. Opiekun wsataje,
przez chwilę zastanawia się, czy nie dokończyć
sprzątania. Pozostałe zwierzęta zaczynają
hałasować. Opiekun wybiega z klatki.
HALA. WNĘTRZE. NOC.
Opiekun biegnie między klatkami. Mrok panujący na
zewnątrz zalany jest teraz sztucznym światłem.
38
Opiekun wybiega na zlany światłem reflektorów
placyk.
NAMIOT. WNĘTRZE. NOC.
Policjanci opuszczają namiot. W pustym namiocie
charakteryzatorka kończy nakładać makijaż
animatorowi. Do namiotu wkłada głowę sekretarka.
Charakteryzatorka nie przerywa pracy.
CHARAKTERYZATORKA
Minuta.
Sekretarka wraca na plac.
PLAC. PLENER. NOC.
Plac jest jasny, jak w dzień. Podświetlona maszyna
sprawia wrażenie monumentalnej rzeźby. Techniczni
na swoich stanowiskach, każdy zajęty swoją pracąnadzorują
lampy, kamery rozstawione na statywach.
Reżyser podniecony biega i dyryguje wszystkim,
krzyczy na technicznych. Wymachuje rękami. Animator
kieruje tłumem. Rozdaje transparenty, po raz
ostatni zmienia ustawienie ludzi. Policjanci w
hełmach, z rękami na gumowych pałkach przechadzają
się po placu.
Główna brama otwiera się i na plac wjeżdża długi
oświetlony wagon. Pociąg Sentora jest bardzo długi.
Wagon który pojawił się na placu nie jest
39
lokomotywą. Jego zakończenie wygląda jak mównica.
Wagon wjeżdża częściowo na plac, a część zatrzymuje
się w bramie.
Reżyser wydaje dyspozycje przez megafon i kilka
świateł pada na wagon. Teraz widać wyraźniej, że
jest to udrapowana mównica. Otwierają się drzwi i
na mównicę wchodzi PIERWSZY ASYSTENT senatora.
Ubrany w elegancką marynarkę młody przystojniak.
Asystent niesie mikrofon, który ustawia na
statywie. Z wagonu wychodzi DRUGI ASYSTENTidentycznie
ubrany, trochę niższy, młody
przystojniak. Drugi asystent odsłania klapy za
którymi ukryte są potężne głośniki. Jeden z
technicznych podbiega z jakimś kablem i podaje
pierwszemu asystentowi. Ten bierze go i podłącza do
tablicy rozdzielczej ukrytej za draperią mównicy.
Asystent pierwszy pochyla się nad mikrofonem.
ASYSTENT PIERWSZY
Raz. Raz. Raz.
Głośniki dają ładny czysty dzwięk. Pierwszy
asystent patrzy na stojącego nieopodal reżysera.
Pytająco podnosi brwi. Reżyser przymyka oczy i
zdecydowanie potakująco kiwa głową. Drugi asystent
daje znak polcjantom i dwóch z nich staje po obu
stronach mównicy. Pierwszy asystent puka w drzwi
pociągu i siada na zydelku z tyłu mównicy. Drugi
asystent siada po drugiej stronie. Przez chwilę na
placu panuje cisza zagłuszona jedynie
40
poszczekiwaniem psów.
Drzwi otwierają się i na mównicę wchodzi SENATOR.
Potężny jegomość o sumiastych wąsach. Jest bardzo
elegancki i dystyngownay. W oku ma monokl.
Animator daje znak statystom i ci zaczynają
skandować i wymachiwać transparentami. Senator
kładzie przed sobą kartkę, ale nie czyta z niej.
Jest bardzo dobrym mówcą.
SENATOR
Witajcie obywatele! Będziemy dziś świadkami dwóch
bardo ważnych wydarzeń, które łączą się ze sobą
ściśle. W trosce o bezpieczeństwo obywateli, przede
wszystkim dzieci - mieszkańców tego okręgu
postanowiliśmy zamknąć wszystkie schronika dla...
Animator daje statystom znak i ci wiwatują
zagłuszając słowa senatora. Senator z uśmiechem
przyjmuje owację. Czeka aż brawa umilkną.
SENATOR
Drugim powodem jest wielki triumf myśli
technicznej. Stworzone przez naukowców z naszego
szanowanego Instytutu urządzenie pozwoli nam w
sposób humanitarny rozwiązać problem mutacji.
Animator daje znać ludziom i powtarza się owacja.
Senator uśmiecha się.
SENATOR
41
Tak więc zażegnując niebezpieczeństwo dajemy pracę
i zarobek kadrze naukowej naszego Instytutu.
Stojąca na tym placu maszyna jest prototypem. Oto
nasza przyszłość!
Operator patrzy w monitor kamery. Widzi
monumentalny obraz przemawiającego sentora.
Techniczny ziewa.
Opiekun stoi za rusztowaniami. Widzi reżysera,
który daje znak trzem technicznym stojącym koło
wejścia do hali. Techniczni wchodzą do środka.
Opiekun kuśtyka w ich kierunku.
HALA GŁÓWNA. WNĘTRZE. NOC.
Techniczni mają przy sobie przenośną klatkę. Niosą
ją w kierunku klatek ze zwierzętami. Opiekun
wchodzi za nimi. Mija klatki w których zwierzęta
śpią, lub patrzą na niego nieprzytomnym wzrokiem.
Na podłodze leży pusty plastikowy pojemnik. Opiekun
podnosi go i ogląda naklejkę. Są to środki
uspokajające. Techniczni wracają niosąc klatkę w
której siedzą półprzytomne świnki. Opiekun staje na
ich drodze. Techniczni zatrzymują się i stawiają
klatkę na ziemi. Świnki wywracają się. Opiekun
mierzy ich wzrokiem. Opiekun podnosi zaciśnięte
pięści. Stojący naprzeciw niego mężczyna uśmiecha
się i wyprowadza jeden, bardzo celny i bardzo silny
42
cios. Opiekun przewraca się zaskoczony. Pada na
ziemię uderzając głową o drzwi klatki. Z rozciętej
głowy płynie krew. Techniczni przechodzą nad jego
ciałem niosąc klatkę ze świnkami.
Cięcie do:
HALA GŁOWNA. WNĘTRZE. NOC.
Twarz opiekuna. Zamknięte oczy. Gałki ruszają się
intensywnie.
GŁOS SENATORA (off)
Zabijemy je. Unicestwimy. Zamordujemy. Niech
cierpią. Dla dobra.
Głos senatora miesza się z dźwiękami uruchamianej
maszyny. Dołącza do nich odległy śpiew świnek.
GŁOS SENATORA (off)
Wszystkie po kolei. Wszystkie. Co do jednego.
Głos senatora przekrzykuje odłgos terkoczącej
maszyny. Seria dzwonków przed wystrzeleniem resztek
z komina zagłusza głos senatora. Nagle zalega cisza
i opiekun gwałtownie otwiera oczy. Opiekun wstaje i
wychodzi.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. NOC.
Uśmiechnięty senator stoi obok pustej komory. W
pobliżu leży pusta klatka, w której techniczni
przynieśli świnki. Operator filmuje senatora z
maszyną. Opiekun mija tłum statystów i podchodzi do
43
niego. Policjanci ostrzegawczo kładą dłonie na
rękojeściach pałek. Cofają je widząc, że opiekun
wyciąga rękę do senatora i kłania się. Senator
ściska rękę opiekuna. Operator podchodzi z kamerą i
filmuje trzymających się za ręce opiekuna i
senatora. Senator uśmiecha się i klepie opiekuna po
plecach. Opiekun uśmiecha się i klepie senatora po
plecach. Nagle łapie go za kołnierz i jednym bardzo
silnym pchnięciem wciąga senatora do komory.
Senator jest zaskoczony, przewraca się do tyłu
machając w powietrzu rękami. Udaje mu się złapać
futrynę. Policjanci pędem ruszają w kierunku
opiekuna. Opiekun jest jednak szybszy: Rzuca się na
dzwignię i zaciąga ją. Klapa opada przycinając
place senatora. Krzyk bólu jest słyszalny tylko do
momentu zamknięcia klapy. Gdy dźwignia zostaje
pociągnięta maszyna zmienia ton.
Polcjanci dopadają opiekuna. Jeden bije go pałką
by oderwać od dźwigni. Opiekun leży na ziemi.
Policjant zakówa go w kajdanki. Maszyna wyje przez
chwilę i miga światełkami. Policjant próbuje
otworzyć klapę. Dwaj techniczni biegną do
agregatora. Maszyna przechodzi na jeszcze wyższy
rejestr dziwięku. Ludzie zatykają uszy. Policjant
bezskutecznie szarpie się z klapą. Skuty opiekun
leży twarzą w błocie. Piesek wściekle szarpie za
nogawkę policjanta, który obezwładnił opiekuna.
Jeden z technicznych próbuje podnieść dźwignię, ale
jest ona nieruchoma. Maszyna nabiera rozpędu. Huczy
i trzęsie się. Techniczni wyłączają agregat i gasną
44
wszystkie światła.
Maszyna zwalnia. Gasną lampki kontrolne. Nagle
słychać ostry dźwięk dzwonka. W ciemności zaświeca
się tabliczka: Zasilanie Awaryjne i maszyna znowu
nabiera rozpędu. Nagle rozbrzmiewa jeden krótki
sygnał dzwonka i maszyna zamiera. Wokół panuje
zupełna cisza i ciemność rozproszona poświatą
księżyca.
Nagle rozlega się seria dzwonków. Zaświeca się
kontrolka przy kominie. Z komina wylatuje mały
kolorowy obłoczek dymu. Za nim bardoz drobny pył,
wyrzucony z taką siłą, że wygląda jak pocisk. Pył
rozprasza się gdzieś wysoko w górze. Maszyna
cichnie na dobre. Powoli zaświecają się lampy.
Statyści z przerażeniem obserwują, jak dwaj
policjanci brutalnie podnoszą opiekuna i prowadzą
go do swojego wozu. Pies biegnie za nimi. Policjant
klęka przy psiaku i bierze go na ręce.
POLICJANT
Ale jestem groźny! No, no, no.
Pies szczeka. Policjant głaska go po głowie.
POLICJANT
Chcesz z nami pojechać?
Pies merda ogonem.
Policjant wsiada na przednie siedzenie. Pies siedzi
45
mu na kolanach.
POLICJANT
Tylko bez niespodzianek malutki!
Policyjne auto odjeżdża na sygnale. Na placu panuje
zamieszanie, które stara się uspokoić przemawiający
przez megafon animator.
Pierwszy asystent otwiera dźwignią komorę. Wchodzi
do środka i po chwili wychodzi trzymając w ręku
monokl senatora.
Obaj Asystenci wchodzą na mównicę, a następnie
wchodzą do pociągu.
POCIĄG SENATORA. BIURO. WNĘTRZE. NOC.
Asystenci wchodzą do wnętrza pociągu. Za znajdującą
się na końcu ostatniego wagonu mównicą mieści się
biuro. Na ścianach wiszą mapy, jakieś wykresy. Na
stołach przygotowane wydruki przemówienia, obok
stolik do charakteryzacji. Na wieszaku wiszą fraki
i inne oficjalne stroje senatora. Drugi asystent
odkłada na stół kartki z niedokończonym
przemówieniem. Pierwszy asystent odkłada na kartki
monokl. Na ścianach wiszą plakaty z uśmiechniętym
senatorem w otoczeniu rodziny. Asystenci przechodzą
przez pokój.
46
POCIĄG SENATORA – JADALNIA. WNĘTRZE.NOC
Kolejnym pomieszczeniem jest eksluzywna jadalnia
wyposażona w dobrze zaopatrzony barek. Na blacie
pięknego dębowego stołu stoi szklaneczka whiskey.
Asystenci przechodzą przez pomieszczenie, mijają
wygodną kanapę na któej leży równo złożony kocyk.
Na kocyku wyprasowana bielizna.
POCIĄG SENATORA. KORYTARZ. WNĘTRZE. NOC.
Asystenci wchodzą do wąskiego korytarzyka. Mijają
wejście do aneksu kuchennego, kontrolki w ścianach
i podchodzą do stalowych drzwi bez klamki. Pierwszy
asystent przykłada swój identyfikator do czytnika.
Zapala się zielone światełko. Drugi asystent
przykłada swój identyfikator do czytnika i zaświeca
się kolejne światełko. Czytnik zmienia się w
klawiaturę. Pierwszy asystent wciska kombinację
cyfr i słychać zgrzyt zamka. Drzwi otwierają się
bezszelestnie i asystenci wchodzą do labolatorium.
POCIĄG SENATORA. LABOLATORIUM. WNĘTRZE. NOC.
Oświetlone na zielono labolatorium jest bardzo
przestronnym pomieszczeniem. Przy ścianach stoi
rząd hermetycznie zamkniętych kapsuł. Jedna z nich
jest otwarta i to z niej wydobywa się zielone
światło. Asystenci podchodzą do kolejnej kapsuły.
47
Pierwszy asystent zaczyna wpisywać coś na
klawiaturze terminala wmonotwanego w jej drzwi.
Drugi asystent zamyka drzwi pierwszej kapsuły. Na
ekranie pojawia się napis: oczekiwanie na
autoryzację. Napis miga na czerwono. Asystent
zapala papierosa i zaciąga się. Pierwszy asystent
zabiera mu go. Napis znika. Zastępuje go napis:
autoryzacja zakończona. Drzwi kapsuły otwierają
się. Drugi asystent napełnia strzykawkę bezbarwnym
płynem. Asystenci otwierają drzwi kapsuły i
wyciągają z niej nagiego nieprzytomnego Senatora.
Drugi Asystent robi mu zastrzyk, po którym senator
otwiera oczy. Pierwszys asystent daje mu zaciągnąć
się papierosem. Drzwi kapsuły pozostają otwarte.
Senator w towarzystwie asystentów wychodzą z
labolatorium.
POCIĄG SENATORA. JADALNIA. WNĘTRZE. NOC
Senator zatrzymuje się przy kocyku. Nakłada
bieliznę, ale z powodu znacznej tuszy, oraz pewnej
ospałości nie może sobie sam poradzić, więc obaj
asystenci pomagają mu.
Senator w bieliźnie kieruje się do biura. Mijając
stół sięga po szklankę i wypija ją jednym haustem.
To zdecydowanie poprawia jego kondycję. Idzie teraz
pewnym krokiem. Po dawnej ospałości nie pozostało
nawet śladu.
POCIĄG SENATORA. BIURO. WNĘTRZE. NOC
48
Senator podchodzi do garderoby. Drugi asystent
pomaga mu się ubrać i pomalować. Pierwszy asystent
podaje mu kartki z przemówieniem. Senator oddaje mu
je bez słowa. Pierwszy asystent przegląda je szybko
szukając odpowiedniej linijki. Gdy ją znajduje
podaje jeszcze raz senatorowi wskazując odpowiedni
fragment palcem.
PIERWSZY ASYSTENT
Od tego miejsca. Tutaj. Zostało tylko
zamknięcie.
SENATOR
Na całe szczęście. Jestem głodny, jak pies.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. NOC.
Na placu panuje półmrok. Techniczni wyłączyli
większość świateł. Słychać szmer przyciszonych
rozmów. Publiczonść z opuszczonymi transparentami
zebrała się w małych grupkach. Ludzie przytupują
dla rozgrzewki, żartują.
NAMOT. WNĘTRZE. NOC
Animator siedzi znudzony w namiocie i razem z
reżyserem palą papierosy. Sekretarka sprawdza coś w
papierach.
49
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. NOC
Drzwi mównicy otwierają się i wychodzą asystenci.
Tłum ożywa. Ludzie spiesznie podnoszą swoje
transparenty, ustwiają się.
NAMIOT. WNĘTRZE. NOC.
Sekertarka zostawia papiery i biegnie w kierunku
ludzi. Reżyser i animator gaszą niedopalone
papierosy i wychodzą z namiotu.
PLAC PRZED HALĄ. PLENER. NOC.
Na mównicy pojawia się senator. Techniczni
uruchamiają reflektory i plac znowu jest zlany
sztucznym światłem. Sekretarka kończy ustawiać tłum
z transparentami. Po chwili wszystko wygląda, jak
na początku nagrania.
SENATOR
Czy możemy zamykać?
Reżyser daje znak operatorowi. Senator nabiera
powietrza w płuca i otwiera usta do przemowy.
CELA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun siedzi w miniaturowej celi. Zza ścian
dobiega stłumiony szum rozmów, stukot krat, śpiewy,
50
śmiechy I Krzyki współwięźniów. Jego cela ma jedno
małe okno, zbyt wysoko, aby można było przez nie
coś dostrzec. Opiekun siedzi przygarbiony na pryczy
patrząc na swoje bose stopy. Rozlega się trzykrotne
stukanie do drzwi. Opiekun z trudem podnosi się z
pryczy. W drzwiach znajduje się mały lufcik, przez
który włochata ręka strażnika wrzuca do celi
kawałek chleba. Gdy lufcik zamyka się Opiekun
podchodzi do kromki chleba i podnosi ją. Z kromką w
dłoni siada na pryczy. Delikatnie odrywa kilka
okruszków i wysypuje je na podłoge. Ze szpary w
ścianie wychodzi robak. Opiekun patrzy, jak robak
poruszając czułkami podbiega do okruszków i zjada
je.
CELA. WNĘTRZE. NOC.
Opiekun śpi na pryczy. Przez jego celę przebiega
szczur. Opiekun budzi się I patrzy w dziwny poblask
bijący z okratowanego okienka. Rozlega się trzask,
jak przy pękaniu ściany. Opiekun nie reaguje.
CELA. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Opiekun leży na pryczy. Śpi. Na jego twarz padają
przez zakratowane okienko promienie porannego
słońca. Wokół panuje cisza, którą zakłóca jedynie
skrzypienie drzwi. Ten urywany dźwięk budzi
opiekuna. Mężczyzna otwiera oczy I nie ruszając się
rozgląda się do okoła. Słyszy skrzypienie I
51
przekręca głowę w kierunku drzwi. Przez dłuższy
czas patrzy z niedowierzaniem w ich kierunku. Siada
na pryczy. Drzwi są uchylone I skrzypią lekko
poruszane przez przeciąg. Opiekun siedzi przed
otwartymi drzwiami i wsłuchuje się w ciszę. Powoli
wstaje i kuśtyka w kierunku drzwi.
KORYTARZ WIĘZIENNY. WNĘTRZE. DZIEŃ.
Długi pusty korytarz ciągnie się w dal. Panuje w
nim cisza. Rząd uchylonych drzwi ciągnie się aż do
zamykającej korytarz karaty, która też jest
uchylona. Większość drzwi jest otwartych na oścież,
inne zamknięte. Opiekun patrzy w obie strony
pustego korytarza. I nawołuje niepewnym głosem.
OPIEKUN
Halo!
Jego krzyk w zamierzeniu cichy, okazuje się bardzo
głośny w panującej w korytarzu ciszy. Echo
zwielokrotnia go jeszcze. Gdzieś w oddali słychać
otwierające się drzwi. Opiekun wolno kuśtyka w
kierunku kraty wejściowej. Zza kraty wyraźnie
słychać kroki psich łap. Z ciemności za kratą
wyłania się potężny pies o czerwonych ślepiach.
Wolno stawia silnie umięśnione łapska. Opiekun
zatrzymuje się i zamiera w bezruchu. Ślina kapie z
pyska, kiedy pies szczerzy zęby w jego kierunku. Na
pysku psa widać wielką starą szramę – bliznę po
52
operacji z czasów szczenięcych. Pies szykuje się do
biegu. Opiekun stoi nieruchomo. Pies wybija się i w
kliku mocnych susach zbliża się do Opiekuna.
Opiekun zamyka oczy. Pies wybija się ostatni raz i
skacze.
Zaciemnienie.

Komentarze[0]

Brak komentarzy
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.  Zaloguj się  żeby komentować.
Jeśli nie masz jeszcze konta w MillionYou zarejestruj się.  Założenie konta  jest proste i trwa tylko parę chwil.
 
  • Opis
  • Obsada
Scenariusz filmu animowanego. Szukam kogoś, kto mi to zanimuje. Plan mój jest następujący: do czerwca zrobic kilka scen i zglosic scenariusz do konkursu openfilm.
URL
Więcej od Huncfot

Stan Kina Polskiego ad. 2011

Data: 20 stycznia 2012
Obejrzano: 116 razy
Ocena:      

Dopaść Kelnera

Data: 29 grudnia 2010
Obejrzano: 547 razy
Ocena:      
Zobacz podobne
 
Shoot the Brand